Zdarza się, że krąg wokół bioder mężczyzny niepokojąco przestaje nieść treść, która umacnia go w jego misji przekształcania świata – u górala porzucony szeroki pas skórzany, u kowboja pas z kaburą u boku (pozbawiona zawartości, niepokojąco przestaje obciążać korpus...) 

A mnie, typowego mohera z prowincji zachodniopomorskiej, ale na wakacyjnym wychodźstwie, przestała uciskać gumka od majtek, bo zwiotczała. Poszedłem więc do pasmanterii, gdzie oprócz sprzedawczyni byli małżonkowie w wieku zaawansowanym. Jak zwykle było to siedlisko triumfującej kobiecości – rozpoczęła się kolejna zabawa z samcem... Najpierw pytanie „Ale jaka guma?” Po chwili efektownej przerwy wtrącam odważnie: „Chyba najlepsza jest szersza, bo mniej uciska”. Serw sprzedawczyni był mocny jak u Radwańskiej: „Ale nie każda szerokością może pasować”. Pokazuje mi pani trzy szpule z gumami o różnej szerokości. Ten gem był jednak dla mnie, bo od razu ripostowałem: „To najlepiej ta o uniwersalnej szerokości, środkowa, nie będzie się zanadto wcinać i zmieści się wszędzie”. Do gry wtrąciła się druga pani ciągle się uśmiechająca i z dziwnym błyskiem w oczach mówiąca: „Ale jakie to mają być majtki?” (To gra w deblu?! – patrzę z nadzieją na pana obok, ale on tylko grzecznie się uśmiecha. Nowa dyscyplina? Jeden na dwie?). Skoro mężnie odpowiedziałem, że to szorty, sprzedawczyni szybko chciała zakończyć mecz: „Widzi pan, u nas każdy musi jak na spowiedzi, wszystko wyznać...” Na to ja, pamiętający Tomaszewskiego tłumaczącego, jak zwyciężała Radwańska, odpowiedziałem, zmieniając nagle kąt lotu piłki, czyli modyfikując temat: „No i tutaj muszą się czerwienić, prawda? A ja radziłbym tym, którzy siedząc samotnie oglądają erotyczne filmiki w sieci, by przyszli do pasmanterii, i tu się zaczerwienili...” Chcę kontynuować, by mnie zrozumiano, ale też abym wygrał starcie, lecz widzę, że wszyscy promiennie się śmieją... dobrze, mam lepszą sytuację niż wśród młodych katolików zaraz po bierzmowaniu... Ciągnę dalej: „Tak łatwo im siedzieć przed ekranami i w samotności się staczać, a gdyby przyszli do pasmanterii i wreszcie spojrzeli w oczy człowiekowi, to może odkryliby w sobie sumienie, i wtedy naprawdę by się zaczerwienili!” – zakończyłem jak Jeremiasz łamany przez Izajasza. Wszystkie trzy osoby, łącznie z mężem prowokatorki od pytania o rodzaj majtek, już tylko się śmiali, a ja na tym obcym terenie z daleka od świecy czułem się lepiej zrozumiany, niż czasem w blasku pod świecznikiem, gdzie podobno jest najjaśniej. (Uśmiechające się wargi, niczym kołyski, ukołysały mnie w poczuciu zwycięstwa – gwałtownie zmiąłem dane mi 2 metry gumy, bo nie miałem rakiety, by ją triumfalnie złamać).

 

Marek (24 VIII 17)

 

 

 

Czytaj więcej: Zdobywcy złotego runa, czy eksponaty?

© 2014 Rzymskokatolicka parafia p.w. Śś. Stanisława i Bonifacego B.M.