22 lutego 1931 roku, tak samo jak dziś, wypadał w niedzielę. W Zgromadzeniu Sióstr Matki Bożej Miłosierdzia w Płocku, wieczorem, w celi, przed młodą – dwudziestosześcioletnią siostrą zakonną po raz kolejny już pojawił się Pan Jezus. Jednak tym razem z Jego serca wychodziły dwa wielkie promienie. W milczeniu wpatrywała się w Niego z „bojaźnią, ale i radością wielką”. To właśnie wtedy poprosił ją aby namalowała obraz, na którym przedstawi Go dokładnie tak, jak Go w tamtej chwili widziała. Prośba wydała się jej niemożliwa do spełnienia, gdyż zupełnie nie potrafiła malować. A jednak dziś, po upływie 95 lat od tamtego wieczora, modlimy się przed obrazem z podpisem „Jezu ufam Tobie”, przed obrazem, którego Pan Jezus osobiście zapragnął. Obiecał ratunek dla dusz, które będą Go czciły, obiecał wiele łask, których udzieli przez niego. I słowa dotrzymał.
Jezus Miłosierny zmierza w naszą stronę, patrzy prosto na nas z ręką uniesioną do błogosławieństwa. Rozchyla szatę na sercu, z którego wypływa krew i woda – dwa wielkie promienie. Promienie miłosierdzia. Zdradził siostrze Faustynie, że pragnie, aby kapłani głosili Jego wielkie miłosierdzie „względem dusz grzesznych”, pragnie aby pierwsza niedziela po Wielkanocy została ustanowiona świętem Miłosierdzia. Chciał też, aby obraz był czczony na całym świecie.
Dziś wiemy, że to wszystko się udało. Jednak wtedy, zadanie powierzone siostrze Faustynie wydawało się ją przerastać. Prosiła jednego ze swoich kierowników duchowych – ojca Andrasza, żeby zwolnił ją „z tych wewnętrznych natchnień i obowiązku malowania tego obrazu”. Sama miewała wątpliwości, czy to co widzi jest prawdziwe. A co dopiero matka przełożona czy spowiednik. Dla nich wszystkich relacja Faustyny z Panem Jezusem to było wyzwanie. Dla Boga nie ma jednak nic niemożliwego. I tak mamy dziś obraz Jezusa Miłosiernego, święto Miłosierdzia, koronkę do Bożego Miłosierdzia i nadzieję, że i nam uda się tego miłosierdzia dostąpić.
Wszystkie przeżycia, objawienia, troski i chwile radości, słowa, które Pan Jezus do niej kierował, siostra Faustyna opisywała w Dzienniczku. Ten bardzo osobisty pamiętnik po 95 latach czytany jest na całym świecie. Dla wielu jest ważną lekturą. Myślę, że czas Wielkiego Postu stanowi doskonałą okazję do zapoznania się z tym Dzienniczkiem lub powrotu do niego. Jego lektura z pewnością pomoże nam zrealizować wezwanie księdza Pawła – naszego rekolekcjonisty – do zatrzymania się na chwilę, podjęcia wysiłku do naprawienia naszej duchowości, ujarzmienia naszych wad, grzechów, do stania się lepszym człowiekiem.
Jak usłyszeliśmy podczas rekolekcji Pan Bóg dał człowiekowi wolność. Od niego zależy co wybierze: dobro czy zło. Niestety często wybieramy ze szkodą dla siebie. Dlatego musimy walczyć z grzechem, żeby nie przeszkadzał nam w relacji z Panem Bogiem. Ale, żeby z grzechem walczyć to najpierw trzeba umieć go ujrzeć, uznać, przyznać się do niego i wyznać go na spowiedzi. Trzeba przezwyciężyć wstyd, który często nam towarzyszy podczas tej spowiedzi. Ksiądz rekolekcjonista uświadomił nam także jak ważna jest umiejętność rozróżniania grzechów lekkich od ciężkich, czyli takich, które odcinają nas od możliwości przystąpienia do komunii świętej.
Myślę, że w kontekście historii św. Siostry Faustyny i tegorocznych rekolekcji wielkopostnych powinniśmy spróbować popatrzeć na naszą relację z Panem Bogiem. I za radą księdza Pawła zmienić myślenie na takie, które prowadzi do życia wiecznego, po prostu: NAWRÓCIĆ SIĘ.
Magda
nasz adres: Ten adres pocztowy jest chroniony przed spamowaniem. Aby go zobaczyć, konieczne jest włączenie w przeglądarce obsługi JavaScript.
Czytaj więcej: Znajomość Jezusa Chrystusa daje nam zrozumienie Pisma świętego
© 2014 Rzymskokatolicka parafia p.w. Śś. Stanisława i Bonifacego B.M.