Kolejnego dnia dojechaliśmy do miejscowości Przybram. Mieliśmy tam mszę św. na dziedzińcu przed bazyliką, będącą częścią barokowego kompleksu klasztornego – sanktuarium Święta Góra, znajdującego się na wzgórzu o tej samej nazwie. Podczas mszy nastąpiła nieco zabawna scena, gdy za plecami celebrującego eucharystię przy ołtarzu ks. Ignacego niespodziewanie „wjechała” do specjalnego medaliona nad tabernakulum cudowna figura Matki Bożej, niesiona przez panów o bardzo poważnych minach. Figura ta jest od wieków czczona przez wiernych, w XVIII wieku dokonano jej koronacji i wykonano bogato zdobione suknie. Zdarzenie to zrodziło we mnie refleksję, że odzwierciedla ono mentalność Czechów, ich specyficzne poczucie humoru oraz dystans do formy i konwenansów, znane m.in. z powieści „O dobrym wojaku Szwejku” i z „czeskich filmów”.

Noc spędziliśmy w miejscowości Brandys nad Łabą – Stara Boleslav, gdzie zwiedziliśmy wcześniej sanktuarium Wniebowzięcia NMP i bazylikę pw. św. Wacława – patrona Czech, który w tym miejscu w X wieku poniósł śmierć męczeńską. Miejsce to jest kolebką czeskiego chrześcijaństwa, od którego z kolei za przyczyną Mieszka I i Dobrawy chrześcijaństwo trafiło w roku 966 do Polski, dzięki przyjęciu chrztu przez władcę i jego otoczenie. Dzieje Polski i Czech są ściśle ze sobą związana na przestrzeni wieków. To część polskiej tożsamości, tak więc obecność nasza w tym miejscu była dla mnie pouczającą lekcją historii, uzupełniająca moją wiedzę w tym zakresie.

Ostatniego dnia naszej pielgrzymki zatrzymaliśmy się po drodze, aby zwiedzić uzdrowisko w miejscowości Kuks. Działało ono prężnie  jako ośrodek ok. 300 lat temu, obecnie spełnia funkcję głównie muzeum. Zobaczyliśmy piękne barokowe budowle i rzeźby znajdujące się w okazałych ogrodach, poznaliśmy niesamowitą historię rodu Sporków, który założył to uzdrowisko.

Następnie wjechaliśmy do Polski i zatrzymaliśmy się w Żaganiu, w zespole poklasztornym oo. Augustianów. Ostatnia podczas tej pielgrzymki, 10-ta msza św., odprawiona została w monumentalnym, gotyckim kościele Wniebowzięcia NMP.

Wewnątrz świątyni znajdowały się liczne barokowe malowidła i rzeźby, zdobiące również potężne organy znajdujące na końcu nawy głównej. Na organach tych w roku 1857 grał sam Franciszek Liszt, mój ulubiony obok Chopina kompozytor tego okresu. Jak się tylko o tym dowiedziałem od pani przewodniczki, od razu to miejsce stało mi się bliższe. Od wielu lat zawsze w okresie Wielkanocnym wielokrotnie odsłuchuję jego Oratorium Jezus Chrystus, a zwłaszcza porywającą, entuzjastyczną część Resurection.

Co roku w tym kościele odbywa się Międzynarodowy Festiwal Organowy im. Franciszka Liszta. Nigdy na nim nie byłem, ale postanowiłem sobie, że muszę tu kiedyś wrócić i wysłuchać koncertów. 

Po mszy św. oprowadziła nas po kościele i klasztorze wspomniana już sympatyczna i niezwykle kompetentna przewodniczka, najwyraźniej mocno związana z życiem parafii. W sposób bardzo interesujący omówiła i pokazała wnętrze kościoła, muzeum oraz mieszczącą się na samej górze obiektu bibliotekę z tzw. „stropem szeptanym” i mikroklimatem, w którym książki przechowują się w bardzo dobrej kondycji nawet przez setki lat. Zeszliśmy również do  piwnic z urządzeniami do produkcji i przechowywania ziół, wina, miodów i nalewek. Cały czas utrzymywana jest w klasztorze  produkcja tych specjałów, tak więc w  sklepiku  mogliśmy się w nie zaopatrzyć.

Podczas mszy św., pomimo tęsknoty za domem i pozostawionymi w nim bliskimi, poczułem lekki żal, że piękny czas pielgrzymki już się kończy. Około 4 tyś. przebytych kilometrów. 10 cudownych dni i mszy świętych, pełnych śladów Boga. Jak dziesiątka różańca świętego, która zgodnie z myślą przewodnią tej pielgrzymki powinna się nazywać „Jezus napełnia serca ludzi nadzieją”. Każdy koralik z tej dziesiątki został obmodlony przede wszystkim poprzez osobiste przyjęcie Jezusa w Eucharystii i otuchy z tego płynącej, ale również poprzez budujące spotkania z ludźmi, którzy w codziennym życiu i pracy, w różnoraki sposób służą lub służyli Bogu i Kościołowi, a przez to całemu swojemu otoczeniu.

Były to  spotkania od początku do końca pielgrzymiego szlaku z ludźmi żyjącymi, wspomnianymi wcześniej i z wieloma nie wymienionymi z imienia, pełne życzliwych relacji, w tym również z moimi pielgrzymkowymi braćmi i siostrami.

Również duchowe spotkania z tymi, którzy są już w domu Pana, jak ukochany Jan Paweł II, papież Franciszek, siostra Kolumba i wielu innych. W swojej ziemskiej wędrówce dokonali oni dużo dobrego i dlatego cały czas mają olbrzymi wpływ na losy moje i Kościoła. Są obecni dzięki dziełom, które po sobie zostawili, a które nieustannie napotykaliśmy podczas naszej pielgrzymki, ale  przede wszystkim  poprzez Świętych obcowanie. przywoływani w modlitwach i w pamięci.

Czas pielgrzymki, w oderwaniu od codzienności, przeznaczony na otwarcie się na Boga, nie pozbawiony pewnych trudów, pozwolił na ponowne i z większym natężeniem uświadomienie sobie tych wszystkich aspektów, a przez to właśnie na szersze otworzenie się na Boga i przyzwolenie na Jego działanie. Dzięki temu uzupełniłem, przynajmniej na jakiś czas, nadwątlone nieco w codziennym zabieganiu pokłady NADZIEI, będącej dla mnie motorem wszelkiego działania.

A Nadzieja zawieść nie może, ponieważ miłość Boża rozlana jest w sercach naszych przez Ducha Świętego, który został nam dany (Rz.5,5).

Krzysztof Dominiak

nasz adres: Ten adres pocztowy jest chroniony przed spamowaniem. Aby go zobaczyć, konieczne jest włączenie w przeglądarce obsługi JavaScript.

© 2014 Rzymskokatolicka parafia p.w. Śś. Stanisława i Bonifacego B.M.