Tradycją stała się już coroczna parafialna pielgrzymka u progu wiosny. Tym razem naszym celem było Kociewie. Region znajdujący się na Pomorzu Gdańskim, na zachodnim brzegu Wisły w dorzeczu Wdy i Wierzycy, obejmujący wschodnią część Borów Tucholskich.
Jak zwykle nasza pielgrzymka była doskonałym połączeniem spraw duchowych, doczesnych i historii. Odwiedziliśmy mnóstwo wspaniałych miejsc. Modliliśmy się w sanktuariach, katedrach, bazylikach, ale i malutkich kościółkach i kaplicach. Poznaliśmy region i dowiedzieliśmy się z czego słynie. Próbowaliśmy lokalnych wyrobów. Byliśmy w miejscach, w których działy się cuda. Ale też w miejscach gdzie wydarzyło się dużo zła. Poznaliśmy historię tych ziem, odwiedziliśmy muzea i miejsca pamięci. Uczciliśmy pamięć naszych przodków. Jednym z takich miejsc był Las Szpęgawski.
Magda
Las Szpęgawski
W czwartym dniu pielgrzymki 30.04.2026 r., pojechaliśmy ze Starogardu Gdańskiego do Lasu Szpęgawskiego, w którym Niemcy, od września 1939 r. do stycznia 1940 r., zamordowali 7 tys. osób, głównie Polaków, mieszkańców Pomorza. Na miejscu znajduje się pomnik upamiętniający ofiary zbrodni oraz 32 zbiorowe mogiły. Jest to trzecie co do ilości pomordowanych, miejsce na Pomorzu Gdańskim, po Lesie Piaśnickim koło Wejherowa, gdzie zginęło 14 tys. osób oraz Mniszka koło Świecia, gdzie życie straciło 10 tys. osób.
Mordów dokonywano przede wszystkim na inteligencji, na księżach, nauczycielach, lekarzach, urzędnikach, chcąc zniszczyć warstwę przywódczą wśród Polaków i w ten sposób zgermanizować Pomorze Gdańskie, zwane przez Niemców Prusami Zachodnimi. Oprócz polskiej warstwy przywódczej wymordowano również pomorskich Żydów oraz prawie 1700 chorych psychicznie, głównie ze szpitali w Kocborowie i Świeciu. Niemcy rozpoczęli wówczas akcję T4 polegającą na uśmiercaniu psychicznie chorych, nie tylko Polaków, ale również własnych obywateli.
W mordach dokonanych na Pomorzu brali udział, oprócz SS, funkcjonariusze pomorskiego Selbstschutzu (Samoobrony), dowodzonej przez Ludolfa von Alvenslebena. Byli to Niemcy, sąsiedzi Polaków, którzy do uczestnictwa w egzekucjach zgłaszali się na ochotnika. Alvensleben przeżył wojnę, udało mu się uciec do Argentyny, tam otrzymał obywatelstwo. Niemrawo próbowały go ścigać organa sprawiedliwości RFN i NRD zarzucając mu inne zbrodnie popełnione po opuszczeniu Pomorza, natomiast władze PRL nie podjęły w tym kierunku działań. Wyszło na to, że kat pomorskich Polaków, nigdy nie poniósł odpowiedzialności za swoje zbrodnie, umarł na raka płuc w 1970 r., w wieku 69 lat.
Według szacunków historyków i archeologów w czasie całej wojny zamordowano w egzekucjach na Pomorzu 65 tys. Polaków, a drugie tyle straciło życie w obozie Stutthof. Daje to liczbę 130 tys. mieszkańców przedwojennego Województwa Pomorskiego, które w 1939 r. zamieszkiwało 1,2 mln osób w tym ok. 1 mln Polaków. Wynika z tego, że ok. 13% populacji, głównie inteligencji zostało zamordowanych. W samym 1939 r., zgładzono 30 tys. Polaków, więcej niż w 1940 r. zabili Sowieci polskich oficerów, w trakcie Zbrodni Katyńskiej.
Chcąc odnieść się do tej zbrodni, Sejm RP 13.01.2023 r. ustanowił „Narodowy Dzień Pamięci Ofiar Niemieckiej Zbrodni Pomorskiej 1939 r.”. Na dzień ten wybrano 2 października, dzień kapitulacji Helu, gdzie ostatni obrońcy Pomorza złożyli broń, a Polacy tam mieszkający znaleźli się w rękach niemieckich zbrodniarzy. W głosowaniu w Sejmie oddano 451 głosów (wszyscy obecni) i przyjęto uchwałę przez aklamację.
W samym wrześniu 1939 r., Niemcy zamordowali na terenach Polski zajętych przez Wehrmacht 16 tys. osób, z tego 70% zginęło na Pomorzu. Od października natomiast, zaczęto masowo wywozić z Pomorza Polaków, którzy osiedlili się tam po włączeniu tych ziem do Polski w 1920 r. Z samej tylko Gdyni nazwanej przez Niemców Gotenhafen, wywieziono do Generalnej Guberni 80 tys. osób, a ci co pozostali byli poddani segregacji i nakłaniani do wpisywania się na niemiecką listę narodową. Polacy, którzy się wpisali, stawali się volksdeutschami, mającymi przywileje, ale też obowiązek służby w Wehrmachcie.
Oprócz Alvenslebena, czynnie biorącego udział w zbrodni, głównym oprawcą, tyle, że zza biurka, był Gauleiter NSDAP Gdańska i Namiestnik Rzeszy Gdańsk-Prusy Zachodnie (Pomorze) Albert Forster, który wydał „wytyczne” nakazujące mordować i wysiedlać Polaków z Pomorza. Forstera ujęto w 1946 r., osądzono w 1948 r., skazano na śmierć i stracono w 1952 r. Początkowo planowano go powiesić w Gdańsku, ostatecznie wyrok wykonano w Warszawie.
W murze starogardzkiego więzienia (dziś areszt śledczy) oddalonego 7 km od Lasu Szpęgawskiego wmurowano tablicę pamiątkową ad memoriam, ku pamięci ofiar Zbrodni Pomorskiej, w trakcie której w 1939 r., zamordowano 30 tys. osób.
Trzeba w tym miejscu zaznaczyć, że widząc zbliżającą się klęskę, Niemcy w 1944 r., wykopywali ciała pomordowanych i palili je na stosach, próbując zatrzeć ślady swoich mordów. Tak, że na 7 tys. rozstrzelanych w Lesie Szpęgawskim, udało się zidentyfikować po wojnie 2400 osób. Zbrodnia Pomorska nie jest wpisana w pamięć historyczną Polaków, nawet na Pomorzu, nie mówiąc o reszcie kraju. Nasz przewodnik, pracownik starogardzkiego Muzeum nie zaprowadził nas pielgrzymów, pod tablicę pamiątkową upamiętniającą ofiary Zbrodni Pomorskiej, zresztą nic o niej nie powiedział.
Dziś ludzie milczą, milczą media, choć 2 października jest dniem pamięci o tej zbrodni, panują: „polityczna poprawność” oraz nowe „sojusze”.
pielgrzym Waldemar
nasz adres: Ten adres pocztowy jest chroniony przed spamowaniem. Aby go zobaczyć, konieczne jest włączenie w przeglądarce obsługi JavaScript.
8 maja – uroczystość św. Stanisława biskupa i męczennika, głównego patrona Polski to święto w naszej parafii. Z tej okazji odprawiona została msza święta koncelebrowana przez 9 księży rzymskokatolickich i księdza greckokatolickiego. Nie zabrakło czcigodnych świnoujskich księży seniorów: księdza prałata Kazimierza Sasadeusza i księdza kanonika Tadeusza Albańskiego oraz księży z sąsiednich parafii. Mszy świętej przewodniczył ksiądz Andrzej Wańka proboszcz parafii pw. Matki Bożej Jasnogórskiej w Lubinie. Kazanie wygłosił nasz parafialny ksiądz Dominik Żyła, który na co dzień posługuje w parafii w Niemczech. Z okazji „Dnia Patrona” rodzinnej parafii był z nami.
Już od koronki można było pobyć z Panem Jezusem na adoracji, oczyścić sumienie w spowiednicy. Uroczystości rozpoczęły się nabożeństwem majowym i do św. Stanisława. Mszę świętą rozpoczęła procesja dokoła kościoła, na czele której kroczył Pan Jezus w Najświętszym Sakramencie. Ze śpiewem na ustach szliśmy za Nim jak owce za Dobrym Pasterzem. Ksiądz Andrzej sprawujący mszę świętą ubrany był w piękny ornat z wizerunkiem św. Stanisława. Święty Patron towarzyszył nam także w relikwiach na ołtarzu.
Parafianie jak zwykle spisali się wzorowo: włączyli się ochoczo w liturgię słowa, złożenie darów, przygotowali świątynię na uroczystości, zadbali o porządek w ogrodach parafialnych. Wszystko po to, aby uświetnić ten dzień.
Podczas kazania ksiądz Dominik doskonale powiązał postać św. Stanisława z czytaniami mszalnymi. Odniósł się szczególnie do słów:
· „Uważajcie (…) na całe stado, w którym Duch Święty ustanowił was biskupami (…).”
· „Jeżeli Bóg z nami, któż przeciwko nam?”
· „Mam także inne owce, które nie są z tej zagrody. I te muszę przyprowadzić, i będą słuchać głosu mego, i nastanie jedna owczarnia, jeden pasterz”.
Podkreślił, że nasz Patron kierował się troską o powierzone mu „stado” i troską o samego króla Bolesława Śmiałego. Wieść głosi, że król był tyranem i rozpustnikiem. Nasz Święty miał odwagę piętnować to. Nie chciał, żeby siał zgorszenie, zależało mu na nawróceniu króla i zmianie jego postępowania. Dlatego był niewygodny. Ksiądz porównał św. Stanisława do św. Jana Chrzciciela, który również zginął męczeńską śmiercią przez ścięcie mieczem. On także otwarcie potępiał króla Heroda Antypasa za to, że wziął za żonę Herodiadę, żonę swojego brata Filipa.
Ks. Dominik podkreślał, że oddanie swojego życia nie jest łatwe, ale tym, który nas wspomaga jest Bóg. Gdy wołamy do Niego – on słyszy, odpowiada nam i pomaga. Nasz Patron w tym znalazł siłę. Był ponad podziałami – i taki powinien być kościół. Powinien dbać o dobro owiec, duszpasterze powinni dbać o to co najważniejsze: życie wieczne owiec. Bo do tego kościół jest powołany: żeby prowadzić owce do życia wiecznego. Nawet jeśli ktoś należy do „tej drugiej owczarni”, czyni zło, to Pan Jezus chce go przyprowadzić, żeby powstała jedna owczarnia, a to co podzielone – połączyć. Pan Jezus przez swoją śmierć na krzyżu i swoje cierpieniu łączy wszystkich ludzi. Dobry pasterz zawsze na nas czeka, jest gotowy się nami zaopiekować, uleczyć nasze rany, pocieszyć, a czasami zmobilizować – w zależności od tego w jakiej sytuacji się znajdujemy.
Po mszy świętej ksiądz Proboszcz Ignacy zaprosił zgromadzonych księży na Plebanię na kolację w towarzystwie relikwii św. Stanisława - biskupa i męczennika, Głównego Patrona Polski.
8 maja to nie tylko święto św. Stanisława. To również dzień upamiętniający zakończenie II wojny światowej – Narodowy Dzień Zwycięstwa. Szczególnie ważny dla Polaków. To także dzień urodzin św. Szarbela i św. Jana Marii Vianney’a – patrona proboszczów.
W tym roku dodatkowo mieliśmy w pamięci emocje, jakie towarzyszyły nam na zeszłorocznym odpuście ku czci św. Stanisława. Tuż przed naszą mszą odpustową 8 maja 2025 roku nad Kaplicą Sykstyńską uniósł się biały dym, oznaczający wybór nowego Papieża. Wszyscy byliśmy ciekawi kto nim został. Nazwisko nowego następcy św. Piotra poznaliśmy w czasie mszy św. dzięki Adamowi, który dyskretnie podał karteczkę z Jego nazwiskiem.
Dziś Papież Leon XIV świętuje rok swojego pontyfikatu. A my jesteśmy wdzięczni Panu Bogu za dobra jakimi obdarza nas nie tylko 8 maja, ale też każdego innego dnia. Za radą księdza Dominika korzystajmy z dobra, które mamy, z dobra, które codziennie daje nam Pan Bóg. Bądźmy wdzięczni za to, że codziennie okazuje się być naszym Dobrym Pasterzem.
Magda
nasz adres: Ten adres pocztowy jest chroniony przed spamowaniem. Aby go zobaczyć, konieczne jest włączenie w przeglądarce obsługi JavaScript.
© 2014 Rzymskokatolicka parafia p.w. Śś. Stanisława i Bonifacego B.M.