Będąc we wrześniu z żoną na urlopie w Olsztynie, odwiedziliśmy Barczewo oraz znajdujące się w nim „prawie” wszystkie kościoły.
Na początku doszliśmy do gotyckiego kościoła św. Anny i św. Szczepana, zbudowanego w II połowie XIV w (budowę ukończono w1386 r.). Kościół ten w swej historii był wielokrotnie przebudowywany, poważnie też ucierpiał w czasie II wojny światowej. Po wojnie prace remontowe ukończono dopiero w 1962 r., a pod koniec lat 80-tych przeprowadzono renowację wnętrz. Udało nam się wejść jedynie do przedsionka. Krata oddzielająca przedsionek od wnętrza kościoła, była zamknięta. Dlatego obeszliśmy kościół dookoła i jedynie zajrzeliśmy do środka.
Następnie poszliśmy do kościoła franciszkanów. Franciszkanie przybyli do Barczewa w roku 1364 i od razu przystąpili do wznoszenia budynków klasztoru oraz kościoła. W I połowie XV w., kościół został ukończony, lecz w następnym stuleciu, w czasie reformacji, franciszkanie opuścili klasztor, a kościół uległ dewastacji. Sytuacja zmieniła się gdy w 1598 r., funkcję biskupa warmińskiego objął Andrzej Batory, bratanek króla Stefana Batorego. Był on biskupem tytularnym, gdyż nie miał święceń kapłańskich i zarządzał diecezją jako osoba świecka. W 1594 r., sprowadził do Barczewa bernardynów, którzy przy jego wsparciu odbudowali klasztor i kościół. Do odrestaurowanego w stylu barokowym kościoła, dobudowano kaplicę św. Andrzeja, w której Andrzej Batory zlecił budowę grobu dla siebie i swojego brata Baltazara. Jednak historia potoczyła się inaczej i grób pozostał pusty (tzw. cenotaf). Obaj bracia zginęli w walce o rodzinny tron Siedmiogrodu, Baltazar w 1594 r., a Andrzej w 1599 r., i obaj zostali pochowani w swojej ojczyźnie.
W wyniku I rozbioru w 1772 r., Barczewo znalazło się w granicach Prus, których król w 1810 r. skasował zakon bernardynów, a ich majątek skonfiskował. Zakonnicy franciszkańscy wrócili tu dopiero w 1982 r. Od 1987 r. mają swój dom zakonny, a ich kościół stał się kościołem parafialnym pod wezwaniem św. Andrzeja Apostoła. Zobaczyliśmy piękne gotycko-barokowe wnętrze, wymagające jednak dużych prac renowacyjnych.
Jest jeszcze jeden kościół rzymsko-katolicki w Barczewie, lecz do niego, tak z ulicy wejść nie można. Jest to kościół pod wezwaniem św. Dyzmy Dobrego Łotra. Znajduje się on na terenie barczewskiego więzienia. Więzienie to, jest dzisiaj zakładem karnym średniej wielkości (ponad 700 osadzonych), ale w przeszłości, było największym więzieniem Królestwa Pruskiego. Jego początek datuje się na rok 1810, gdy król pruski zagarnął nieruchomości zakonu franciszkanów-bernardynów. Najpierw skonfiskował ogrody, potem w 1812 r. budynki klasztorne, przeznaczając je na „dom karny”, który rozbudowano do ogromnej wielkości. Między innymi na terenie więziennym rozpoczęto budowę kościoła, którą ukończono w 1872 r.
Nowo zbudowana, istniejąca do dziś świątynia jest kościołem jednonawowym, ceglanym, zbudowanym w stylu neogotyckim, doskonale widocznym zza więziennych murów. U schyłku czasów niemieckich przestał on pełnić funkcje sakralne, urządzono w nim szwalnię mundurów dla wojska.
Obiekt ten zdobyła 31 stycznia 1945 r. Armia Czerwona, a władze polskie przejęły go 9 marca 1946 r. Więzienie obejmowało 60 hektarów gruntów i posiadało 42 nieruchomości. Przed upadkiem Niemiec przebywało w nim ok. 5 tys. więźniów, a w czasach polskich, w latach 50-tych ok. 3,5 tys. osadzonych. Kościołowi św. Dyzmy przywrócono z czasem funkcję sakralną, odbywają się w nim msze św. dla więźniów i służby więziennej.
Na terenie Barczewa jest jeszcze jeden kościół. Mianowicie kościół luterański, zbudowany wraz z plebanią w 1871 r. Jego budowę sfinansowano ze składek pastorów luterańskich z całych Niemiec, a grunt pod budowę ofiarował król pruski. Po wojnie i wysiedleniu Niemców, neogotycki, zbudowany z białej cegły kościół uległ dewastacji i stracił swoją funkcję sakralną. Jego sytuacja zmieniła się w 2009 r., gdy jego właścicielem została gmina Barczewo. W latach 2013-2014, korzystając z funduszy unijnych, przeprowadziła ona remont kościoła i przekształciła go w tzw. Skarbiec Kultury Europejskiej. Od tej pory mieści się w nim galeria sztuki, sala koncertowa, odbywają się spotkania i konferencje. Mogliśmy zobaczyć budowlę jedynie z zewnątrz, ponieważ brama wejściowa była zamknięta.
Na zakończenie warto wspomnieć o jeszcze jednej świątyni, tyle, że nie chrześcijańskiej – budynku dawnej synagogi żydowskiej, zbudowanym w stylu klasycystycznym ok. roku 1894. Po dojściu w 1933 r. do władzy w Niemczech narodowych – socjalistów, sytuacja Żydów stała się bardzo trudna. Barczewscy Żydzi postanowili sprzedać swój dom modlitwy, a za uzyskane pieniądze sfinansować wyjazd z Niemiec. Udało się to przeprowadzić w 1937 r. Sprzedano synagogę osobie „aryjskiej”, co uchroniło ją przed zniszczeniem w 1938 r. w trakcie „nocy kryształowej”.
W czasie wojny dawna synagoga pełniła funkcję aresztu, a po wojnie mieszkania dla służby więziennej. W 1975 r. synagogę przejęło Muzeum Warmii i Mazur w Olsztynie, przeprowadziło remont, pozostawiając znaki sakralnego charakteru budynku. Urządzono nim Centrum Tkactwa Warmii i Mazur, którym kierowała Barbara Hulanicka. W latach 1980-1996 prowadziła ona kursy i szkolenia z zakresu tkactwa regionalnego tzw. tkactwa dwuosnowowego. W 2000 r. przeprowadzono kolejny remont, po którym utworzono w dawnej synagodze Galerię Sztuki „Synagoga”.
Byliśmy wewnątrz, opiekunka tego miejsca opowiedziała nam o jego historii, o tym jak pewnego dnia, przyszli mężczyźni, którzy stwierdzili, że ona jako kobieta nie ma prawa tu przebywać, a budynek jest ich własnością. No ale sprawa się wyjaśniła, bo przecież budynek został sprzedany w 1937 r.
pielgrzym Waldemar
nasz adres:
A miłość Boga zawiera się w pełnieniu Jego woli.
Miłość nie polega na tym, aby doznawać tkliwych uczuć bezowocnych, poświęcać się w myśli na ofiary, które się może nigdy nie spełnią. Taka miłość nic nie kosztuje. Nie może się nawet nazywać miłością, kiedy nas nic nie kosztuje albo kiedy nie chcemy, aby nas kosztowała. Kochać, nazywa się dawać. A co? Dawać wszystko, czego miłość wymaga. Dawać prędko, bez żalu, z radością, pragnąć, ażeby więcej od nas żądano, nigdy nie być zadowoloną z tego, co się daje, kiedy się może dać więcej. Kochać, to znosić dla miłości wszystko, co przykre jest dla natury: cierpienia umysłu, serca, ciała. A cierpieć w sposób, jaki się miłości podoba, przedkładając te krzyże, które nam zsyła, nad te, które są z naszego wyboru, dźwigając je w taki sposób, jaki się podoba miłości, bez ulgi, bez pociechy ani od ludzi, ani od Boga, dźwigając je tak długo, jak się Jemu podoba, choćby do ostatniej chwili życia. Tak nas kochał Chrystus. Wszelka miłość, która nie jest do Jego miłości podobna, jest zwodnicza.
Chcieć kochać Boga, a nie chcieć cierpieć, jest to tylko czczym złudzeniem, chociaż nie wiem, jak można mówić, że się cierpi, jeżeli się sercem prawdziwie kocha Pana naszego Jezusa Chrystusa, który największą gorycz w słodycz zamienia i wśród boleści i upokorzenia daje pociechę i radość.
Kochajmy Pana naszego Jezusa Chrystusa, ale kochajmy Go na krzyżu, bo to jest pociechą dla Serca Jego w jednym i tymże sercu znaleźć miłość, boleść i milczenie. I cóż na tym zależy, z jakiego drzewa krzyż nasz wyciosany, byle był krzyżem, do którego miłość trzyma nas przybitych. Starajmy się przede wszystkim nosić krzyż nasz w pokorze i milczeniu, bo krzyż to skarb wielki, który ukrywać powinniśmy, aby go nam nie odebrano. Nie wiem, co by nas w tym długim i ciężkim życiu pocieszyć i wzmocnić zdołało więcej, jak ciągłe w miłości cierpienie. Cierpimy bez narzekania, uważając każdą chwilę nie na krzyżu za straconą. O, jak dobrze żyć i umierać na krzyżu: krzyż to drogi balsam. Ukrywajmy go starannie, aby woni swej przed Bogiem nie stracił. O, jak dobry, jak zbawienny ten krzyż w każdym czasie i na każdym miejscu. Dziękujmy Bogu, jeśli czasami nas nim obdarzy, i prośmy Go, aby nam przebaczył, jeśli go źle nosimy i posiadając tak drogi skarb, w ubóstwie duszy zostajemy.
z pism bł. Marii Angeli Truszkowskiej
Boże, nasz Ojcze, Ty obdarzyłeś błogosławioną Marię Angelę żywą wiarą i bezgraniczną miłością, by mogła wiernie spełniać Twoją wolę, † spraw, abyśmy umocnieni jej modlitwą i przykładem, * z radością szukali tego, co się Tobie podoba, i żyli zgodnie z Twoją wolą. Amen.
Zofia Kamila urodziła się 16 maja 1825 r. w Kaliszu jako dziecko wielodzietnej, głęboko wierzącej rodziny szlacheckiej. Jej ojciec był prawnikiem. Od najmłodszych lat wyczulona była na działanie łaski Bożej i wrażliwa na potrzeby drugiego człowieka. Pragnęła życia zakonnego i usilnie pracowała nad sobą. Po latach edukacji w Warszawie i Szwajcarii wróciła do domu i pielęgnowała chorego ojca, a w miarę możliwości niosła pomoc ubogim.
W 1854 r. wstąpiła w szeregi Stowarzyszenia św. Wincentego a Paulo i należała do członkiń najgorliwiej odwiedzających chorych i opiekujących się ubogimi. Umiała zachęcić do działalności charytatywnej wiele młodych kobiet. Z jej inicjatywy powstał w Warszawie mały przytułek dla biednych dzieci i opuszczonych samotnych staruszek. 27 maja 1855 r. razem ze swoją krewną wstąpiła do świeckiego III zakonu św. Franciszka. Jej powołanie związane było z postacią bł. ojca Honorata Koźmińskiego, wielkiego apostoła zgromadzeń bezhabitowych. 21 listopada 1855 r. obie siostry Truszkowskie poświęciły się Najświętszej Maryi Pannie, obiecując rozwijać dzieło rozpoczęte z woli Boga. Datę tę przyjmuje się jako początek nowego Zgromadzenia. Siostry wraz ze swymi podopiecznymi często modliły się w kościele ojców kapucynów przed ołtarzem św. Feliksa z Cantalice, dlatego też nazwano je "felicjankami".
10 kwietnia 1857 r. siostry przyjęły habit zakonny, a ich wspólnotą kierował dalej o. Honorat Koźmiński. Pod koniec 1859 r. matka Angela stanęła oficjalnie na czele nowego zgromadzenia. W latach 1858-1864 siostry felicjanki założyły 27 ochronek wiejskich i rozwinęły wielostronną działalność charytatywną w Warszawie. W październiku 1860 r. matka Angela wraz z jedenastoma towarzyszkami odłączyła się od sióstr czynnych, tworząc grupę kontemplacyjną opartą na drugiej regule św. Franciszka - siostry kapucynki. Po wybuchu powstania styczniowego na mocy ukazu carskiego felicjanki czynne zostały rozwiązane. Podczas obrad kapituły zgromadzenia, 25 sierpnia 1868 r., matka Angela została jednogłośnie wybrana po raz trzeci przełożoną generalną. 21 listopada tegoż roku złożyła śluby wieczyste. Rok później, ze względu na postępującą chorobę nowotworową oraz prawie całkowitą utratę słuchu, zrzekła się urzędu. Odtąd przez 30 lat służyła swemu Zgromadzeniu cichą pracą, modlitwą, ofiarą, dobrym przykładem i radą.
Wzór doskonałego posłuszeństwa wobec woli Bożej Maria Angela widziała w Maryi. Uczyła się od Niej pokory, zawierzenia i męstwa w cierpieniu. Wierzyła, że tylko przez Maryję można osiągnąć doskonałe zjednoczenie z Bogiem. Dlatego wszystkie swoje siostry oddała Niepokalanemu Sercu Maryi. Żywiła wielki kult Eucharystii, wielbiła Chrystusa ukrytego w tabernakulum. Usilnie zabiegała o uzyskanie dla swojego zgromadzenia przywileju nieustannej adoracji, aby ożywiać i umacniać w siostrach miłość do Eucharystii.
Na kilka miesięcy przed śmiercią przeżyła wielką radość, przyjmując z rąk kardynała Jana Puzyny dekret papieża Leona XIII zatwierdzający zgromadzenie. Zmarła wyniszczona chorobą nowotworową i cierpieniami, które znosiła w pokorze, 10 października 1899 r. w Krakowie. Św. Jan Paweł II dokonał beatyfikacji matki Marii Angeli Truszkowskiej 18 kwietnia 1993 r. podczas uroczystej mszy św. na placu św. Piotra w Rzymie. Mówił wtedy, że jej życie „znaczone było miłością. Była to troska o wszystkich głodnych chleba, serca i domu oraz prawdy ewangelicznej”.
nasz adres:
© 2014 Rzymskokatolicka parafia p.w. Śś. Stanisława i Bonifacego B.M.