Czwartego dnia pielgrzymki, w drodze do Tczewa Wiesław przedstawił nam historię Wyższej Szkoły Morskiej w Gdyni, która jak się okazało swoje początki miała właśnie w Tczewie. Szkoła Morska w Tczewie została powołana 17 czerwca 1920 roku jako pierwsza państwowa szkoła morska w odrodzonej Polsce. Jej organizatorem i pierwszym dyrektorem był inżynier Antoni Garnuszewski. Kształciły się tam kadry dla marynarki handlowej (Wydział Nawigacyjny i Mechaniczny). Dopiero w 1930 roku szkoła została przeniesiona do Gdyni.
Uczniem jednego z pierwszych roczników szkoły w Tczewie był tata Wiesława. Tata, który zginął tragicznie na morzu, podczas katastrofy statku „Wigry”, gdy On był jeszcze małym dzieckiem. Słuchaliśmy informacji z zapartym tchem, bo historia okazała się być bliżej nas niż mogliśmy pomyśleć.
Pierwsze kroki w Tczewie skierowaliśmy do Muzeum Wisły – Oddziału Narodowego Muzeum Morskiego w Gdańsku. Muzeum niezwykłe. Jak głosi reklama jednego z portali turystycznych „to miejsce, które pozwala odkryć znaczenie Wisły – królowej polskich rzek – dla rozwoju gospodarki, handlu, kultury i życia codziennego mieszkańców Pomorza oraz całego kraju”. Duża dawka wiedzy o Wiśle i jej wykorzystaniu na przestrzeni wieków. Są tam modele statków, okrętów i łodzi, stanowiska multimedialne i makiety. Wszystko to zajmuje trzy kondygnacje i robi naprawdę duże wrażenie. Dowiedzieliśmy się m.in., że patronką flisaków była św. Barbara, broniąca przed nagłą śmiercią. Ku jej czci wznoszono kościoły i kaplice.
To muzeum to wielość informacji, eksponatów, historii. Ale tym, co wszyscy pielgrzymi najbardziej zapamiętają z tej wizyty to zdjęcie widniejące na tablicy informującej o tym, że Tczew jest kolebką polskiego szkolnictwa morskiego. Zdjęcie, może dla innych zwiedzających niepozorne, dla nas stało się najważniejszym „eksponatem” muzeum. Zrobione zostało 18 kwietnia 1926 roku – dokładnie 100 lat i 12 dni przed naszą tam wizytą. Przedstawiało drużynę piłki nożnej Szkoły Morskiej w Tczewie. W centrum zdjęcia stał Antoni Garnuszewski – pierwszy dyrektor szkoły, o którym Wiesław opowiadał nam podczas podróży. Dokoła niego młodzi piłkarze drużyny, a wśród nich siedzący na ziemi tata Wiesława. Ile radości, poruszenia wśród nas wszystkich wywołało to zdjęcie to trudno opisać. Tereska wypatrzyła teścia, którego znała tylko z opowiadań i zdjęć rodzinnych. A którego większość z nas „poznała” dopiero kilka godzin wcześniej z opowiadania Wiesława. Mimo tego cieszyliśmy się chyba nie mniej niż zdumiony syn. To był bardzo, ale to bardzo wzruszający moment, którego z całą pewnością nie dało się ukryć w całym muzeum 😊. Pan Bóg potrafi zapewnić naprawdę niespodziewane przeżycia.
Po ochłonięciu, udaliśmy się do znajdującego się tuż obok Centrum Konserwacji Wraków Statków. Jest to muzeum i pracownia konserwacyjna zarazem. Z balkonu można przyglądać się pracy ludzi odrestaurowujących obiekty. Są tam prawdziwe wraki statków, sprzęt do ich wydobywania i konserwacji. Eksponaty pochodzą z całego świata. Perełkę stanowi jacht „Opty”, na którym Leonid Teliga odbył samotny rejs dookoła świata. Trwał on ponad dwa lata. Atrakcji temu miejscu dodaje fakt, że za pomocą aplikacji mobilnych i stanowisk interaktywnych można dowiedzieć się o budowie, historii i miejscu znalezienia zabytku.
Po wyjściu z Centrum Konserwacji Wraków Statków szybkim marszem (podczas którego niektórym udało się w locie zjeść lody) przemieściliśmy się do tczewskiej Fary, kościoła p.w. Podwyższenia Krzyża Świętego. Jest to jeden z najcenniejszych zabytków architektury sakralnej na Pomorzu. Jego początki sięgają XIII w.
Wracając z Tczewa do Pelplina udaliśmy się na zakupy do Rodzinnej Manufaktury Serów z Serca Kociewia – Serowarni „Radostowskie Rarytasy”, która znajduje się w budynku starej gorzelni z 1899 roku, na terenie gospodarstwa rolnego. Już na bramie powitał nas kolorowy transparent z wizerunkiem przyjaźnie wyglądającej krowy, reklamujący ręczną produkcję, zachęcający do zakupu sera w piątki i soboty. Dla „potrzebujących” w pozostałe dni tygodnia podany był numer telefonu. W ogródku stała krowa i stoliki, przy których Ci bardziej niecierpliwi (albo bardziej głodni) raczyli się serami, maślankami i kefirami podczas gdy pozostali stali w długiej kolejce do lady. Zgodnie z reklamą widniejącą na wejściu „postarali się”, żebyśmy nie wyjechali od nich z pustymi siatkami. Dobrą wiadomością dla tych, którzy z nami nie byli jest to, że zamówienie na radostowskie rarytasy można złożyć również przez Internet lub sms.
Magda
nasz adres: Ten adres pocztowy jest chroniony przed spamowaniem. Aby go zobaczyć, konieczne jest włączenie w przeglądarce obsługi JavaScript.
Czytaj więcej: Kociewie oczami pielgrzymów cz. 8 – Przewodnicy pasjonaci
Czytaj więcej: Kociewie oczami pielgrzymów cz. 7 – Katedra w Pelplinie
© 2014 Rzymskokatolicka parafia p.w. Śś. Stanisława i Bonifacego B.M.